Powitanie  Conieco  Na afiszu  Teatr  Filmografia  Dyskografia  Wydawnictwa  Piosenki  Galeria  Wywiady  Media  Linki  Historia  Kontakt
   

          Wywiad dla  muzyk.net  z  września  2004
          Z Jerzym Satanowskim rozmawia Jadwiga Has
          Zapis czat rozmowy dla WP z 11 sierpnia
          Wywiad dla RMF Classic z listopada 2006
          Nie jestem Bardem - Gazeta Wyborcza Trójmiasto 13.08.2010

          Agnieszka Osiecka - Nie była celebrytką  
          Wywiad z kompozytorem dla SOUNDTRACKS.PL - rozmawia Adam Krysiński
          "Życie to nie teatr" - piosenki czterdziestolecia Teatru Nowego. Premiera już w sobotę! - rozmawia Stefan Drajewski

          O piosence, teatrze i życiu - dla kulturapoznan.pl rozmawia: Anna Kuchnowicz - 5.04.2013


         
Dla TELE TYGODNIA  NR. 11 z dnia 14.03.2005
            Rozmawia: Justyna Hofman-Wiśniewska

            Justyna Hofman-Wiśniewska - 
Dokąd pędzi "Biała Lokomotywa"
            Jerzy Satanowski - 
W czasach, kiedy z Edwardem Stachurą napisałem te piosenkę "Biała Lokomotywa" była "smugą światła" w szarej
            codzienności PRL-u. I teraz jest "smugą światła" czy to nie paradoks? Teraz jest kolorowo, wtedy było szaro. Dekoracja się zmieniła na
            lepsze, za to wartość trochę na gorsze. Kultura, szczególnie ta wyższa, miała wtedy szalony oddźwięk, ludzie jej potrzebowali.
            Był to okres szalonego rozkwitu tzw. piosenki artystycznej, która dzisiaj powoli zanika. Dlatego tę pracę u podstaw trzeba znowu zacząć
            i oby to nie był bój nasz ostatni. Wykonawcy piosenki artystycznej to z reguły wrażliwcy, którym trzeba stworzyć warunki, by mogli się rozwijać.
            Temu celowi ma służyć Scena Muzyczna Teatru Na Woli i "Biała Lokomotywa".
            J.H-W - mówi Pan, że to bidole a nie idole
            J.S. - No tak, bo idoli napędza rozkręcona w tym celu machina...
            J.H-W - Rozpędził Pan co najmniej kilka lokomotyw: konkurs piosenki im. Agnieszki Osieckiej, Wrocławski Festiwal Piosenki Aktorskiej,
            konkurs "Śpiewajmy Poezję "w Olsztynie. Do każdej wsiada ktoś młody, utalentowany i... pędzi z Panem dalej?
            J.S. - Niczego sam nie rozpędziłem. To grupa upartych ludzi, którzy w tym kierunku działają i funkcjonują na zasadach naczyń połączonych.
            Jestem jednym z nich. Stało się już regułą, że wspomniane festiwale, a dorzucić do tej listy koniecznie trzeba krakowski festiwal piosenki
            studenckiej, nie tylko ściągają gotowe rzeczy i urządzają konkurs, ale kreują własne produkcje. Tak powstała choćby "Ulica Szarlatanów"
            spektakl oparty na liryce i tekstach kabaretowych Gałczyńskiego, przedsięwzięcie, którego lokomotywą jest Zbigniew Zamachowski, a
            "wagonami" szóstka młodych, ale bardzo dojrzałych i wiele umiejących osób-laureatów Olsztyńskich Spotkań Zamkowych "Śpiewajmy poezję":
            Magda Kumorek, Magdalena Piotrowska, Margita Ślizowska, Dorota Osińska, Mariusz Drężek i Sambor Dudziński.To jeden z przykładów
            zadbania o "swoich" i stworzenie im możliwości występowania. Oderwani od tego - po drodze zginą.
            J.H-W - "Biała lokomotywa" w teatrze Na Woli to dla Pana chyba wyspy szczęśliwe?
            J.S - Umiarkowanie, bo żeby były to w pełni wyspy szczęśliwe, trzeba by zakotwiczyć przy nich wszystkich tych ludzi, o których myślałem
            powołując te scenę. A to jest długa droga i w dodatku bez pieniędzy z zewnątrz będzie ją trudno odbyć. Atmosfera jest tu cudowna i wszyscy
            są pełni zrozumienia, ale to jest teatr, który musi się sam utrzymać. Dyrekcja robi, co może, i zdobywa pieniądze na kolejne produkcje, ale
            spektakle trzeba utrzymać ze sprzedaży biletów. Jeżeli publiczność ich nie kupi, to wykonawcom będę musiał zapłacić z własnej kieszeni albo
            obciążyć tym teatr. To podleganie prawu komercji jest dla mnie i nowe, i krępujące.
            J.H-W - Mekką piosenki artystycznej była zawsze Francja?
            J.S. - To jest nurt, który ma bogatą tradycję, ale nie amerykańską.
            J.H-W - We Francji artystyczna piosenka jest obecna w lokalach...
            J.S. - To prawda. U nas to umarło, bo trochę umarło i życie towarzyskie. W Warszawie nie znam lokalu o takim profilu, więcej widzę dyskotek.
            Rozmawiałem z perkusista Leszkiem Łuczakiem, który stworzył klub Blue Note w piwnicach Zamku w poznaniu. To fanatyk wysublimowanego
            jazzu, ale raz w tygodniu robi dyskotekę i z tego utrzymuje scenę. I u nas bywa, że piosenka artystyczna stawała się szlagierem.
            J.H-W - Dziś się to nie zdarza...
            J.S. - Był taki okres, kiedy piosenka artystyczna była powszechnie znana i ludzie te piosenki kochali. Piosenki z Kabaretu Starszych Panów,
            pierwsze dwa trzy festiwale opolskie. Nagrody dostawali wtedy Ewa Demarczyk, Jonasz Kofta, Marek Grechuta... Były miejsca, w których
            piosenka artystyczna kwitła, jak Piwnica pod Baranami, Stodoła... Dziś szlagierem staje się to co jest mocno promowane. O sukcesie decyduje,
            czy towar jest dobrze sprzedany, a nie jego faktyczna artystyczna wartość. Ale są szlachetne wyjątki -  Anna Maria Jopek, Grzegorz Turnau,
            Raz Dwa Trzy (i to nie koniec listy) łączą sukces komercyjny z wysoką jakością. I tylko nie wiem czy to pozostałość z dawnych czasów,
            czy kierunek na przyszłość?
            J.H-W - Wrocławski Festiwal Piosenki Aktorskiej stale jest na tzw. topie?
            J.S. - Piosenka aktorska we Wrocławiu ma szczęście, że jest festiwalem i to zasłużonym. A w Polsce wszystko, co jest festiwalem, jeszcze
            da się sprzedać. Codzienność tego, co robimy, jest znacznie trudniejsza.
            J.H-W - Może więc przyczyną jest głównie niewiedza, a nie niechęć?
            J.S. - Mówi Pani o niewiedzy... To prawda. Tu nie ma wideoklipów, teledysków, szerokiej reklamy. Ale obserwuje publiczność na spektaklach
            i koncertach z wyższej półki. I wtedy odzyskuję nadzieję i myślę, że jednak warto.
            J.H-W - Co robi Pan dla siebie?
            J.S. - Tak dużo pracuję, że nie mam kiedy zarabiać pieniędzy.
            J.H-W - Jak to? Jest Pan Autorem muzyki do wielu filmów, do spektakli teatralnych i telewizyjnych, i nie dorobił się Pan jeszcze tyle,
            żeby teraz móc odcinać kupony?
            J.S. - Jeszcze nie i już chyba nie. Film przestał być źródłem utrzymania ( robie średnio jeden w roku), zwłaszcza, że w Polsce dziwnym sposobem
            nie można ściągnąć tantiem z filmów. Kino więc nie. Trochę lepiej telewizja. Niedawno robiłem kilku odcinkowy film pt. "Defekt" - kryminał, ale
            artystyczny, z Fronczewskim i Cielecką w rolach głównych. Potem były kolejne odcinki "Bożej podszewki" - to duża praca, musiałem się nad nią
            skupić dłużej. Teatry? Lepiej nie mówić o pieniądzach dla kompozytora, ale za to jest to duża przyjemność.Jeżeli zrobię dwie trzy muzyki w sezonie,
            to dla mnie ogromne święto, a ja sobie przypominam lata, kiedy robiłem 14-15.
            J.H-W - Różnorodność, wielorakość muzyki - co w niej dominuje?
            J.S. - Trudno znaleźć jakiś kierunek przewodni. Pod powierzchniowym lukrem egzystuje na świecie ogromna ilość wspaniałej muzyki: ludzie
            tworzą niezwykle piękne rzeczy i życia by nie starczyło na wysłuchanie tego wszystkiego. A to jakiś folklor z Norwegii, to jakaś grupa z Afryki,
            kompozytorzy w rodzaju Arvo Parta czy Góreckiego, współczesny jazz - to muzyka często wymagająca i trudna, ale nie tylko wtajemniczonych.
            Świadczy o tym sukces Góreckiego w Anglii, gdzie płytę z jego III Symfonią sprzedano w ilościach zbliżonych do muzyki rozrywkowej.
            No nie, jak Beatlesów, ale... W Polsce też są kompozytorzy tworzący rzeczy piękne - tylko jak mają słuchać i znaleźć, skoro nie jest promowana?
            Zapytałem pewnego kompozytora, jazzmana z Krakowa,  kiedy wyda następną płytę. Odpowiedział: "Jak rozdam poprzednią".